Tusz i już :D (Maybelline)

Dziś będzie o moich tuszach z Maybelline. Postanowiłam napisać tego posta ponieważ tusze tej firmy(te które posiadam) są przystępne cenowo, ale jeśli chodzi o jakość to zdarzają się i fantastyczne i koszmarne.

Wspomnę tylko jakie mam rzęsy bo to pewnie też ma wpływ na moje wrażenia, a więc rzęsy mam proste, średniej gęstości i raczej krótkie (każda kobieta uważa że za krótkie:D:D:D). A od tuszu oczekuję…wiadomo wachlarza pięknych, długich, mega czarnych rzęs. Na podkręceniu tak bardzo mi nie zależy, bo używam zalotki, ale miło jak tusz je utrzymuje.
Żeby to jakoś usystematyzować zacznę od najgorszego.

Podobno ma dawać super naturalny efekt i być wodoodporny. Moim zdaniem jego naturalny efekt polega na tym, że kompletnie nie widać go na rzęsach. Pojawia się dopiero gdy osypie się na policzki co następuje dość szybko. Jeśli chodzi o jego wodoodporność, to producent nieźle z nas żartuje ponieważ wystarczy jedna kropelka wody i wszystko się rozmazuje. Ponadto dość duża szczota zapewnia przy tuszowaniu rzęs od razu efekt smoky eye.
Jedyne co jest solidne w tym tuszu to opakowanie, ponieważ nakrętka sprawia wrażenie metalowej. Pytanie tylko czy opakowanie jest najważniejsze w tuszu?
Kupiłam chyba rok temu z polecenia MakijazeKasiD w Pepco za ok12zł. Wyrzucone 12zł ;]

Kolejny to FALSIES w wersji wodoodpornej. Szczoteczka jest lekko zaokrąglona, a włoski tylko na górze i na dole, ale jakoś kompletnie nie wpływa to na efekt malowania. Przez to, że jest wodoodporny ciężko się go zmywa, ale na rzęsach trzyma się przeciętnie. Czy on dodaje objętości? No może odrobinę, ale na pewno nie wydłuża. Jeśli chodzi o utrzymanie podkręcenia to daje radę.
Ponadto z bliżej niewyjaśnionych powodów go nie lubię i ponownie go nie kupię.

ONE BY ONE  wersja SATIN BLACK(z gorsetem:)) ). Szczotka silikonowa, duża, identyczna jak w pierwotnej wersji ONE BY ONE tej z turksem:) jak dla mnie nie wygodna bo za duża. Tusz przy aplikacji dość rzadki, jednak bardzo szybko się osypuje. Ma tendencję do tworzenia pajęczych nóżek. Słabo wydłuża i nie pogrubia. Jeśli chodzi o podkręcenie to nie utrzymuje go absolutnie. Więc w zasadzie jego jedyną zaletą jest to że jest czarny. Kupiłam, bo był w promocji, ale napewno do niego nie wrócę.
A teraz klasyk czyli COLOSSAL klasyczny i jego dwie odmiany, ale po kolei.

Klasyk gatunku, robi to co ma robić. Zwiększa objętość, nie skleja rzęs. Konsystencję ma dość suchą (jak wszystkie colossale) ale kruszy się dopiero po 10h. Podkręcenie utrzymuje przeciętnie i mógłby bardziej wydłużać, ale nie jest źle. Lubię go.

Jak coś jest super czarne to musi być moje:D a więc COLOSSAL 100% BLACK. Jestem zadowolona tak jak z wersji klasycznej, jest chyba mniej suchy, ale czy jest bardziej czarny? hmm… chyba mam za dużą wadę wzroku żeby to stwierdzić:D:D:D

Mój kolejny tusz z serii COLOSSAL tym razem CAT EYES. Posiada cudowną cienką szczotkę, którą wygodnie się maluje nie robiąc przy tym wzorków na powiece. Bardzo ładnie trzyma podkręcenie. Minimalnie mniej pogrubia niż wersja klasyczna, ale lepiej wydłuża. Na początku był dość rzadki, ale polubiłam go dopiero gdy trochę przesechł. Nie rozmazuje się nawet w trudnych warunkach. Również ok 10h bez osypywania. Jedyne do czego mogę się przyczepić to opakowanie z powodu namiętnego używania nakrętka zaczęła mi trzeszczeć:D no i ścierają się wzorki:D Mimo to i tak bardzo go lubię i kupię ponownie.

A na koniec mój hit ostatnich tygodni czyli maskara wibrująca. Upolowałam go w TK MAXX za niecałe 17zł. Szczoteczka silikonowa, lekko taljowana 😀 Bateria była dołączona, a wibracje uruchamia się guzikiem na nakrętce, niestety trzeba go trzymać, żeby wibrowała, ale generalnie i tak jest to zbyteczne, bo te wibracje to tylko chwyt marketingowy. Jednak sam tusz jest fajny. Ma mokrą konsystencję, ładnie się nakłada, trzeba chwilę poczekać by wysechł na rzęsach. Rewelacyjnie utrzymuje podkręcenie, dobrze wydłuża. Trochę gorzej z nadawaniem objętości, ale powiedzmy że wybaczę mu to:D Nie kruszy się i ma suuuper czarny kolor.
Gorąco polecam, zwłaszcza za tą cenę.
A jakie Wy macie doświadczenia z tuszami tej firmy? Czy możecie coś polecić?

This entry was posted on poniedziałek, Sierpień 6th, 2012 at 00:42and is filed under kosmetyki kolorowe, makijaż, twarz. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. You can leave a response, or trackback from your own site.

5 odpowiedzi do “Tusz i już :D (Maybelline)”

  1. Anonimowy pisze:

    Osobiscie wyprobowalam juz dziesiatki tuszow do rzes, jak narazie nie mam faworyta ale jak znajde to dowiesz sie pierwsza. Jak narazie uzywam Maybelline XXL pro volume. W tubce jest z jednej strony tusz bialy ktory pierw nakladasz a potem tusz czarny. Wiem, super tlumacze ale mniej wiecej wiesz o co chodzi. Uzywam rowniez Maybelline XXL pro extensions ale nie powala na nogi. Nastepny w kolejce jest L'oreal voluminous original ktory dostalam pod choinke. pozdrawiam ~ Kamila

  2. Anonimowy pisze:

    Polecam tusz z L'oreal Telescopic. Cenowo trochę drogi ok 59zł, ale teraz w rossmanie jest promocja (~44zł) – warto, gdyż wystarcza na długo. Szczoteczka jest silikonowa – jak dla mnie najlepsza, ilość tuszu na szczoteczce jest odpowiednia, dobrze wydłuża i rozdziela rzęsy. Nie kruszy się do ok. 12 godzin – imprezę cało nocną wytrzymuje 🙂
    Pozdrawiam, Kasia.

  3. annamaria pisze:

    znam telescopic, owszem starcza na długo i szczoteczka mała też fajna i się nie kruszy, ale efekt na moich rzęsach nie powalił mnie na tyle, by kupić go ponownie, ponieważ odrobinę je skleja w takie pajęcze nóżki, śmieszną wadą była odklejająca się nasadka szczoteczki (coś takiego jak dzieje się w tanich lakierach do paznokci)

  4. Anonimowy pisze:

    Aaa rozumiem, może jakiś wadliwy Ci się trafił 🙂 ja z takim przypadkiem się nie spotkałam – że nasadka się odkleiła, ale dobrze wiedzieć, ze takie rzeczy się dzieją.
    Nie wiem czy próbowałaś tusz z Rimmel'a Sexy Curves (szczoteczka z trzema "brzuszkami"). Nic specjalnego. Kruszy się i skleja. Natomiast z Astor'a te tusze z silikonową szczoteczką zdały u mnie egzamin:)
    Pozdrawiam, Kasia

  5. annamaria pisze:

    Astor…miałam raz jakiś taki z trójkątną szczoteczką o włoskach normalnych,ale krótkich oraz silikonowych, nic specjalnego jak dla mnie, a szczotka duża i ciężko się nią operowało, tego Rimmela o którym wspominasz nie miałam, może kiedyś się skuszę, w pogoni za idealnym tuszem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *